2019-02-01 Kabaret Ani Mru Mru w programie „Cirque de volaille!”

    Ostatni dzień wakacji (31 sierpnia 20) inowrocławianie spędzili z uśmiechem na ustach, a wszystko za sprawą trwającej 3 godziny śmiechoterapii, na którą do Parku Solankowego zaprosiło Kujawskie Centrum Kultury. Wybitni specjaliści od rozśmieszania, współpracujący z Narodowym Funduszem Kabaretowym, zadbali o to, by kąciki ust rozciągały się regularnie, skurcze mięśni brzucha pojawiały się z tą samą częstotliwością i aby z gardeł wydobywał się perlisty śmiech. Świadkowie zdarzenia potwierdzają, że dobrym humorem zostało zarażonych blisko 1000 osób.

    Brak prądu w połowie miasta i tym samym w muszli koncertowej nie odstraszył tych, którzy wakacje chcieli pożegnać kabaretowo. Mimo że z przyczyn niezależnych od organizatora Przystanek Humor wystartował z 45-minutowym opóźnieniem, miłośnicy tego typu rozrywki zostali do samego końca. A co tam się działo?!
    Były obietnice o charakterze erotycznym, prawie że oświadczyny, biologiczne przyprawianie zupy i morderstwo kota poprzez uduszenie jednym z pośladków. Na szczęście wszystko z przymrużeniem oka.
    Szlaki przecierał kabaret „QQ na muniu”, absolwenci Kabaretowego Uniwerku, prowadzonego przez największe gwiazdy polskiej sceny kabaretowej i improwizacyjne, laureaci krakowskiej „Klamki”, główne twarze kampanii reklamowej, lokalnej marki „I Love LBN”, przejawiającej się miłością do województwa lubelskiego i miasta Lublin. Kultura z czasów wideł i parasolofona oraz niczym niepohamowane obietnice partii z kuku na muniu sprawiły, że publiczność nabrała apetytu na kabaretowy grzech. Zapewniła go pierwsza EWA kabaretu, Ewa Błachnio, która wodziła na ….rozśmieszenie. Niegdyś związana z kabaretem LIMO aktorka kabaretowa i dramatyczna, prywatnie dumna posiadaczka Harleya Davidsona i bardzo długich nóg, przy akompaniamencie zespołu „Muzikanty”, lubującego się w glebogryzarkach i tajskich masażach, przypomniała, że kobieta pracująca żadnej formy kabaretowej się nie boi. Nie zabrakło stand up i piosenki kabaretowej. Trochę bardzo, nawet bardzo „w ciul” oberwało się panom, ale kto się czubi, ten się lubi. Zwieńczeniem trwającej trzy godziny podróży po świecie ludzi pozytywnie zakręconych był powiew zimy (jeszcze) w środku lata. Mirek z zawodu piłkarz, masarz i polonista, Lucyna, która bywa także kiełbasianą Jadzią, namiętną Elizą i kobietą marginesu i reszta kabaretowej familii, czyli kabaret JURKI, przypomnieli, że święta polskie uczą….jak zrobić orła w śmietanie, o czym rozmawiać przy grobach i jak zachować się gdy Ninja weźmie udział w jasełkach, a także, że czasem kończy je jakaś głębsza refleksja lub też wymian zdań, czynów, pieniędzy i nawet żon. Było śmiesznie, co tu dużo gadać.